
Czy to prawda, że złożył Pan rezygnację z członkostwa w Radzie Nadzorczej Centrum Park Chojnice?
- To nieprawda. Po prostu Radzie Nadzorczej skończyła się trzyletnia kadencja. Wkrótce burmistrz, jako Zgromadzenie Wspólników, powoła nowy skład. Moja prawie 6 - letnia działalność w Radzie związana była głównie z ekonomiczną analizą wyniku finansowego Spółki. Jako Rada Nadzorcza byliśmy nie raz krytykowani przez niektórych członków Rady Miejskiej za brak obiektywizmu, ponieważ Rada składała się z pracowników ratusza. W kontekście tych krytycznych uwag, myślę, że zasadne byłoby, aby w kolejnej kadencji do Rady Nadzorczej weszły również osoby spoza Urzędu Miejskiego.
Poproszę o ocenę działalności tej Rady Nadzorczej.
- Ta podmiot w zasadniczy sposób różni się od pozostałych spółek komunalnych. To, czym zajmuje się Park Wodny, to wypełnienie niszy w zagospodarowaniu czasu wolnego mieszkańcom Chojnic i okolicy. Spółka zaspokaja potrzeby, które nie są potrzebami pierwszoplanowymi, bo przecież rozrywka nie może konkurować z potrzebami lokalowymi, czy np. dostarczaniem wody, bez której nikt z nas nie wyobraża sobie życia. W związku z tym zarząd musi wkładać wiele pracy, aby uzyskać dobry wynik finansowy, z kolei Rada musi takie działania umieć obiektywnie ocenić.
Jak układała się współpraca RN z Zarządem?
- Jeśli ktoś myśli, że polegała ona na wzajemnym poklepywaniu się po plecach, to się myli. Rozmowy były rzeczowe i konkretne. Gdy pojawiały się zastrzeżenia, to od razu zgłaszane były Zarządowi i Zgromadzeniu Wspólników. Na pewno nie była to praca lekka, łatwa i przyjemna, ale przecież kontrola i nadzór do takich nigdy nie należały.
W miniony piątek (7.05.) był Pan jednym z uczestników spółdzielczego zebrania w „blaszaku”. Czy wtedy padły słowa, których obecnie by Pan nie użył?
- Nie żałuję żadnego słowa, które tam wypowiedziałem. Pod każdym moim słowem mogę się podpisać. Jedyne, czego mogę żałować, to atmosfery, w której spotkanie się zakończyło. Argumenty i polemika to jedno, natomiast pomówienia i insynuacje ze strony obecnego zarządu, to drugie.
Pod koniec czerwca planowane jest Walne Zgromadzenie SM. Jakie plany ma Damian Pilacki w związku z tym wydarzeniem?
- Siłą rzeczy jestem odpowiedzialny za to, co wydarzyło się w 2009 roku. Na tym spotkaniu będzie poddane pod głosowanie sprawozdanie Zarządu za tamten rok. W ten sposób będzie oceniana także moja prawie półroczna praca na stanowisku prezesa. Jestem żywotnie zainteresowany tym, jak spółdzielcy ocenią to, co udało się zrobić, jak i tego, czego niestety zrobić się nie udało. Każdy chyba już zauważył, że między zarządem, w którym byłem prezesem, a Radą Nadzorczą, dochodziło do sporych tarć. Moim zdaniem część członków RN mija się z powołaniem. Po prostu brak im nie tylko kwalifikacji do tego, aby zasiadać w Radzie, ale przede wszystkim odpowiedzialności, która nierozerwalnie wiąże się z przypisaną władzą. Jestem otwarty na pytania spółdzielców, które dotyczyć będą roku 2009. Może np. padną pytania, co prezes chciał zrobić i dlaczego pewne postulaty nie zostały zrealizowane. Poza tym zamierzam zapoznać się z gotowym sprawozdaniem przygotowanym przez obecny zarząd. Prawo do tego ma każdy spółdzielca. W związku z tym na pewno odwiedzę siedzibę SM, przejrzę sprawozdanie i jeżeli będą tam jakieś niejasności, to się do nich odniosę.
Rozmawiał (je)
odpowiedz